‹ Wróć na blog

Prześwity. Dwa obrazy z jednego śladu

Prześwity. Dwa obrazy z jednego śladu
Czasem dwa obrazy zaczynają się w tym samym miejscu, a później rozwijają się w zupełnie różnych kierunkach. Tak powstały te dwie prace.

Punktem wyjścia były prześwity światła pomiędzy drzewami. Nie interesowało mnie odtworzenie lasu jako pejzażu. Bardziej zajmował mnie rytm pionów oraz przestrzeń pomiędzy nimi — miejsca, w których przez strukturę drzew przedostaje się światło.

Pierwszy zapis był bardzo swobodny i bezpośredni. Pojawiły się błękity, turkusy, żółcienie i zielenie. Motyw pozostawał jeszcze wyraźnie związany z naturą, choć już wtedy bardziej interesowała mnie jego konstrukcja niż samo przedstawienie.

Oba płótna pracowały obok siebie na tym samym stole. Kiedy jedna z warstw farby była jeszcze świeża, wykonałem kontaktowe, lustrzane odbicie jej fragmentów na drugim podłożu. Powstał rodzaj monotypicznego transferu — fizycznego przeniesienia śladu jednego obrazu na drugi.


Nie chodziło o wykonanie kopii. W momencie odbicia powstała druga struktura, mająca to samo źródło, ale od początku posiadająca własny układ. Kierunki zostały odwrócone, część śladów zanikła, inne pojawiły się w nowych miejscach. Przypadek wynikający z zetknięcia dwóch powierzchni stał się jednym z elementów dalszej pracy.

Od tego momentu obrazy rozwijały się niezależnie.

Pierwszy zachował silniejszy związek z organicznym źródłem. W jego strukturze pozostały kolory, pionowe rytmy i pamięć drzew oraz światła pomiędzy nimi. Kolejne warstwy materii częściowo przykrywały wcześniejszy zapis, ale go nie usuwały. Ten obraz został ukończony i obecnie znajduje się w kolekcji prywatnej.


Druga praca poszła w przeciwnym kierunku. Jej początkiem było już nie bezpośrednie doświadczenie pejzażu, lecz lustrzany ślad pierwszego obrazu. Można powiedzieć, że od samego początku znajdowała się o jeden krok dalej od rzeczywistości.

Stopniowo usuwałem z niej wszystko, co zbyt łatwo pozwalało rozpoznać las. Ograniczałem kolor, przykrywałem wcześniejsze warstwy i pozostawiałem przede wszystkim pionowy rytm oraz różnice światła. Jasne pasy przestały być pniami. Zaczęły istnieć samodzielnie — jako kierunki, przerwy i ślady.

W kolejnych etapach zmieniała się również sama powierzchnia. Świeże warstwy silnie odbijały światło, relief ujawniał się inaczej w zależności od kąta patrzenia, a podczas wysychania obraz stopniowo tracił połysk i uspokajał się tonalnie.

W pewnym momencie drzewa przestały być potrzebne.

Pozostały prześwity.

Nie jest to więc abstrakcja zbudowana od początku z abstrakcyjnych znaków. Jej konstrukcja ma konkretne źródło w rzeczywistości, a związek z pierwszym obrazem został zapisany również fizycznie — poprzez kontakt świeżej warstwy malarskiej z drugim płótnem.

Droga prowadziła od rzeczywistego doświadczenia, przez pierwszy zapis i jego lustrzane odbicie, do dwóch niezależnych obrazów. To, co przedstawiające, stopniowo znikało, ale nie zostało unieważnione.

Pozostało w rytmie pionów, w przestrzeni pomiędzy nimi i w najstarszej warstwie obrazu — dziś już prawie niewidocznej, a jednak nadal uczestniczącej w jego konstrukcji.

To właśnie interesuje mnie w malowaniu warstwami. Kolejna warstwa może zasłonić poprzednią, ale nie musi usuwać jej z obrazu. Coś może przestać być widoczne, a mimo to nadal pozostawać częścią dzieła.

W przypadku „Prześwitów” tę drogę udało mi się zachować również na fotografiach.

Dwa obrazy wyszły z tego samego doświadczenia.
Jeden zachował pamięć pejzażu.
Drugi zachował jego ślad.

Prześwity
Sławomir Piwowarczyk, 2026
100 × 100 cm · akryl · impasto

Prześwity. Dwa obrazy z jednego śladu